Gamereactor

Gamereactor
Recenzje
To a T

To a T

Twórca Katamari Damacy wypuścił grę o uczniu w pozycji T. Brzmi uroczo dziwacznie - ale co to jest? Joel grał...

Wcześniej nie mogłem się doczekać To a T. Wydawało mi się, że jest to gra, która odpowiada mi ze względu na swoje dziwne założenie i pokręconą historię. Chodzi mi o to, że kiedy wykorzystują powszechny błąd w grach, w których postacie od czasu do czasu wykonują tak zwaną pozę T i kształtują wokół niej całą grę, nie możesz nie być trochę połaskotany tym pomysłem. Tak więc, mając wielkie nadzieje i grę zainstalowaną na moim Xboxie, wyruszyłem w przygodę, która stała się siedmioma najdłuższymi godzinami, jakie kiedykolwiek spędziłem w grze.

Tak, siedem godzin zajęło mi przewijanie napisów końcowych. Nie brzmi to jak gigantyczny projekt, ale coś, co można łatwo wycisnąć z normalnego wieczoru w dni powszednie - ale tak nie było.

Zacznijmy jednak w jakimś porządku chronologicznym. Przygoda zaczyna się od stworzenia swojej postaci. Wybór fryzury, koloru skóry i włosów wraz z wyborem imion zarówno dla głównego bohatera, jak i jego psa. Nazwałem się Joel i chciałem, żeby mój pies miał na imię Conny - ale z jakiegoś bardzo niejasnego powodu gra nie chciała tego zaakceptować. Za każdym razem, gdy naciskałem Conny'ego, pies był automatycznie przemianowany na "Pies" i zamiast tego nazywał się Codney. Gra zaczyna się następnie w symulatorze życia, w którym musisz załatwić swoje sprawy w toalecie, umyć twarz, zjeść mleko i płatki śniadaniowe oraz umyć zęby. Trzeba też wybrać ubrania i oczywiście buty. Ale kiedy utkniesz w pozie T, wszystko to staje się nieco trudne.

Codney jest pedantem, jeśli chodzi o pomaganie ludziom w ubieraniu się.

Codzienne obowiązki są zaprojektowane jako małe mini-gry, z myciem zębów i twarzy kontrolowanym za pomocą drążków analogowych. Ponieważ ramiona nie mogą się zginać, główny bohater w To a T ma specjalnie zaprojektowane narzędzia, takie jak bardzo długa szczoteczka do zębów i ten sam kawałek łyżki. Najważniejszy jest jednak mały piesek Codney, który pomaga we wszystkim, od spłukiwania wody w toalecie po wyciskanie porcji pasty do zębów na szczoteczkę do zębów.

Potem czas na szkołę. Pierwszy dzień okazuje się być trudny, ponieważ nasz bohater nie chce iść do szkoły, ponieważ niektórzy z jego kolegów z klasy nalegają na znęcanie się nad nim i wyśmiewanie się z jego wyjątkowego wyglądu. Ale musisz iść do szkoły, a w drodze tam musisz kupić bagietkę od żyrafy i oczywiście wziąć udział w jej konkursie jedzenia kanapek. Kiedy kanapka zostaje zjedzona i dzień szkolny wreszcie się kończy, czas wracać do domu i wtedy dzieje się to, co nie powinno się wydarzyć - Codney robi kupę na podjeździe domu, a to powoduje, że nasz główny bohater jest tak zestresowany, że zaczyna się kręcić tak szybko, że zaczyna latać jak helikopter. Jak słychać... To bardzo dziwna gra. Sprawy nabierają jeszcze większego tempa, gdy nagle z nieba spada turbina wiatrowa i uderza w szkołę. To początek tajemnicy, która oczywiście musi zostać rozwiązana.

Nie zamierzam zdradzać zbyt wiele z fabuły. Jestem pewien, że niektórzy z was są ciekawi, co przygotował Keita Takahashi (ojciec gier Katamari). Wydawało mi się, że zaczęło się obiecująco, od dziwacznych mini-gier po niesamowitą piosenkę przewodnią: "The perfect shape". Piosenka przewodnia utkwiła mi w głowie jak irytująca mucha i teraz już jej nie kocham, ale zapada w pamięć i jest tak samo dziwna jak reszta To a T. Nie zrozumcie mnie źle, lubię dziwne, absurdalne i dziwne gry, ale zajmuje to tak strasznie dużo czasu, aby to się rozkręciło.

Tutaj mamy żyrafę sprzedającą kanapki, która również śpiewa między każdym odcinkiem. Miły.

To a T jest podzielony na dziesięć epizodów i już w pierwszej części widzimy, jak monety umieszcza się na dachach i innych miejscach, do których nie można dotrzeć aż do późniejszych części gry. Jesteś zmuszony chodzić po cyfrowym domku zabaw bez możliwości majstrowania przy wszystkich zabawnych rzeczach. W kolejnych odcinkach jesteś zmuszony słuchać śpiewających żyraf i w kółko wykonywać te same stare, zwykłe, codzienne obowiązki. Trzeba przyznać, że w kilku częściach możesz kontrolować zarówno psa, jak i matkę, ale tam jest to to samo - tylko rzeczy, które przyczyniają się do tego, że podróż jest dłuższa i wcale nie bardziej zabawna, jak powinna.

Pod całym tym puchem kryje się fajny morał, że każdy wygląda inaczej i to nie ma znaczenia. Ale jest to dostarczane w tak niewiarygodnie powolny sposób, że zwariowałem. Połącz to z wirtualnym pokojem zabaw, którym nie możesz się naprawdę cieszyć, dopóki nie pojawią się napisy końcowe, a zdasz sobie sprawę, że wcale nie jest to zbyt zabawne. Cała gra cierpi z powodu tego, że jest zbyt wolna. Poruszanie się po mapie jest zbyt wolne, a także wręcz okropne, aby się zorientować, ponieważ kamera jest zablokowana i przesuwa się po krajobrazie według własnego uznania. 85% gry spędza się na bezradnie nudnych rozmowach ze wszystkim, od żab po drzewa. Rozmawiacie prawie cały czas, a przerywnik filmowy goni przerywnik filmowy. Nie jest nawet przyjemniejszy dzięki możliwości wyboru różnych filtrów, które sprawiają, że gra wygląda, jakby była rozgrywana na ekranie CRT lub że jest ubrana w ciemne, dramatyczne odcienie w filtrze noir.

Cały zespół, prawie w każdym razie.

To a T można pewnie zaklasyfikować jako przytulną małą grę z ciekawą historią, ale nie ma tu nic nowego. Katamari Damacy oferuje o wiele więcej zabawy, a jedyną rzeczą, którą To a T ma, co czyni go choć trochę wyjątkowym, jest założenie, które orientuje się wokół pozy T. Muzyka też jest fajna, chociaż jest denerwująca i przykleja się do mózgu jak nieznośna mucha, która raz po raz próbuje wylecieć przez okno. Naprawdę nie mogę polecić tej gry. Dla mnie to jak siedem godzin, których nigdy nie odzyskam. Siedem godzin powinienem był poświęcić na zrobienie czegoś pożytecznego. Siedem godzin w grze, która nie jest ani ładna, ani zabawna, ani szczególnie mądra. To a T to drobiazg, w którym małe chwile, choć niezapomniane, nigdy nie wystarczą, aby go odkupić.

04 Gamereactor Polska
4 / 10
+
Optymistyczna muzyka, miłe morały, kilka zabawnych mini-gier, zabawny absurd
-
Kiepskie tempo do tego stopnia, że jest nudne, niezbyt zabawne, bardziej przypomina nudną pracę niż rozrywkę