The Out-Laws
Marcus przebrnął przez pozbawioną inspiracji, pozbawioną humoru bzdurę, która jest o rzut kamieniem od bycia jednym z najgorszych filmów roku.
Czy gatunek komedii jest martwy? Cóż, czasami zastanawiasz się, co tak naprawdę się dzieje, bo gdzie podziało się mądry, mądry humor? Pewne scenariusze, które zostały starannie oczyszczone z wszelkiej indywidualności i subtelności, stały się status quo, a najnowszy dodatek Netflix z Adamem Sandlerem na krześle producenta niewiele robi, aby zboczyć ze ścieżki, którą wcześniej kroczyło wielu innych.
The Out-Laws to definicja déjà vu, historii bez tożsamości i aktorów próbujących jak najlepiej wykorzystać złą sytuację. Film opowiada o młodej parze Owena i Parkera, którzy przygotowują się do najważniejszego dnia w swoim życiu, małżeństwa. Oczywiście sprawy nie idą zgodnie z planem i pojawiają się komplikacje, gdy teściowie, których pan młody nigdy nie spotkał, decydują się wziąć udział w weselu.
Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy bank, w którym pracuje Owen, zostaje również obrabowany przez osławiony gang, co prowadzi go do podejrzeń o dwoje rodziców swojej narzeczonej (granych przez Pierce'a Brosnana i Ellen Barkin). Czy to oni stoją za napadem? Nigdy nie jest to bardziej ekscytujące niż to, a te dwa tematy nigdy tak naprawdę nie działają, interakcja po prostu nie istnieje, a rezultat jest taki, że The Out-Laws często wydaje się chaotyczny.

Ogólnie rzecz biorąc, dominującym uczuciem jest to, że dwa niedokończone scenariusze są zmuszane do jednego, a to prawdziwy wstyd. Ponieważ wiemy, że można to zrobić. Wystarczy spojrzeć na nieco zapomniany klasyk Hugh Granta Mickey Blue Eyes, film, który wykonuje fenomenalną robotę splotu dwóch gatunków razem i z bardzo podobnym scenariuszem. Ale skoro Ben Zazove i Evan Turner trzymają pióro, czego więcej można się spodziewać?
Gdzieś po drodze wydaje się, że twórcy filmu byli świadomi problemów i w desperacji doprawili dialogi tak dużą ilością nieprzyzwoitości, jak to tylko możliwe - co naprawdę w najmniejszym stopniu nie pomaga filmowi. Humor wydaje się wymuszony i niegodny, bardzo niewiele żartów udaje się wylądować, a scenarzyści wydają się wylewać go bez zastanowienia w nadziei, że przynajmniej coś w końcu przyklei się do ściany.
Nawet skądinąd utalentowany Brosnan nie może zrobić nic, aby uratować teściów, a zupa Tylera Spindela jest niczym więcej niż zwykłą stratą czasu. To męczące, bezduszne śmieci bez serca i duszy i kolejny gwóźdź do trumny i tak już nadszarpniętej reputacji reżysera. Zrób sobie przysługę i pomiń teściów, szczerze mówiąc, wieczór spędzony na wpatrywaniu się w ścianę może być bardziej satysfakcjonujący. Kiepskie jest to, co to jest.
Gamereactor Polska