Royal Card Clash
Pasjans spotyka się z Rewolucją Francuską w uroczej małej grze, w której zabijasz zarówno czas, jak i rodzinę królewską.
Pasjans spotyka się z Rewolucją Francuską w uroczej małej grze, w której zabijasz zarówno czas, jak i rodzinę królewską.
Właśnie wtedy, gdy myślisz, że widziałeś już wszystko, branża gier ma sposób na wyciągnięcie królika z kapelusza. Zdarzyło się to kilka lat temu z Vampire Survivors i zdarzyło się na początku tego roku z Balatro. Ta ostatnia gra opierała się na pokerze, wykorzystując popularną grę karcianą jako punkt wyjścia dla dzikiego tornada w stylu roguelike. Royal Card Clash od duńskiego dewelopera Gearhead Games nie jest aż tak ambitna i nie próbuje niczego zrewolucjonizować - przynajmniej nie w konwencjonalnym sensie.

Royal Card Clash ma jednak mnóstwo rewolucyjnej energii, bo w skrócie, chodzi o obalenie rodziny królewskiej. Gra jest nowoczesnym podejściem do pasjansa, rozgrywanym standardową talią 52 kart. Dwanaście figur jest podzielonych na trzy kolumny. Dobierając i zagrywając karty numeryczne, możesz stopniowo wysysać z nich życie (króle mają 25, królowe 20, a walety 15), a gdy osiągną zero, są eliminowane, a następna karta w kolejce zajmuje ich miejsce. To nie są rzutki, więc nie musisz trafiać dokładnie zera, ale śmiertelny cios musi zostać zadany kartą w tym samym kolorze, co figura, którą próbujesz pokonać.
Dobierasz trzy karty na raz, a ponieważ nie ma limitu czasu, wymiar taktyczny opiera się na rozsądnym rozkładzie obrażeń zadawanych przez karty. Ponieważ w grze używana jest tylko jedna talia kart, możesz także liczyć karty i planować strategicznie. Nie zrobiłem tego (czytaj: nie mogłem) tego, ale sensowne jest przynajmniej śledzenie, ile asów jest jeszcze w talii, ponieważ automatycznie wysyłają one królewskie do 1 życia. Dobrym pomysłem jest również skorzystanie ze stosu kart odrzuconych, ponieważ możesz tutaj zapisać kartę do późniejszego wykorzystania.

Pozostając przy terminologii, ta rewolucja jest wyraźnie burżuazyjna, a nie socjalistyczna. Tantiemy mogą zostać wypłukane, ale kapitalizm nie idzie tą samą drogą. Grałem za darmo na telefonie komórkowym (dostępna jest również wersja Steam) i tutaj mogę oglądać reklamy, aby uzyskać do trzech przetasowań na grę, a nawet raz na grę dostać dodatkową kartę. Taka monetyzacja jest uczciwa, ponieważ nie rujnuje zasadniczo salda gry, a za rozsądną cenę 2,49 GBP / 2,99 EUR możesz "oszukiwać" bez konieczności oglądania reklam Temu i Last War: Survival Game.
Niezależnie od tego, czy inwestujesz czas i/lub pieniądze, Royal Card Clash jest przytulnym pożeraczem czasu. Pikselowa grafika jest urocza, a szczególnie podoba mi się to, że ilustracje twarzy mają małe animacje bezczynności. Ścieżka dźwiękowa jest co prawda nieco monotonna z tylko jedną zapętloną melodią, ale jest to prawdopodobnie jedna z tych gier, w które i tak grasz bez dźwięku, siedząc w pociągu lub gdy twój partner i tak ogląda telewizję. Brakuje postępów poza możliwością odblokowywania nowych poziomów trudności, a opcjonalny limit czasowy lub coś w tej kolejności mogłoby dodać nieco więcej głębi do doświadczenia.

Pasjans dla systemu Windows był jedną z najczęściej granych gier przez wiele lat, a przed mediami społecznościowymi i zakupami online podobno utrudniał produktywność w wielu biurach. Wątpię, aby Royal Card Clash osiągnął ten sam efekt, ale jeśli szukasz prostej rozrywki na dojazdy do pracy lub wakacje, zdecydowanie warto ją pobrać.
Gamereactor Polska