Play Dirty
Marky-Mark nadal oferuje zero charyzmy i osobowości, tym razem w starej roli Gibsona jako cynicznego super złodzieja Parkera...
Parker to fajny sukinsyn. Mroczny, supercyniczny, zły, zabójczy, inteligentny, gwałtowny i bezwzględny, potrafi być również opiekuńczy, odpowiedzialny, hojny i zabawny. Kiedy Parker jako postać jest odpowiednio przedstawiony, oddając sprawiedliwość wersji książkowej, niegdyś tak elegancko wykonanej przez niejakiego Donalda E. Westlake'a (który napisał książki pod nazwiskiem "Richard Stark"), jest fantastyczny. Udowodnił to zwłaszcza Mel Gibson, który doskonale wcielił się w Parkera we wspaniałej zemście Briana Helgelanda. Tak właśnie Parker powinien się zachowywać, działać, myśleć i rozumować. Jego cyniczna proza, cięty język i często skandalicznie spokojne usposobienie mieszają się z zamiłowaniem do przemocy. Brutalna, mocna, nonszalancka przemoc - w obfitości. Fakt, że firma Helgeland/Gibson nie nakręciła więcej niż jednego filmu Parkera, jest sam w sobie smutny. Jest tam tak wiele dobrych rzeczy, w książkach, i bez wątpienia można by je oprzeć na przesiąkniętej noir walce z The Outfit i innymi szumowinami, które Parker tam knuł.

Między aktorami nie ma prawie żadnej chemii, a Wahlberg zawsze całkowicie myli się w roli Parkera.
Play Dirty nie jest oparty na konkretnej książce Parkera, ale miesza i dopasowuje dobrze wybrane części z czterech z nich, według scenarzysty i reżysera Shane'a Blacka. Black zasłynął jako scenarzysta "Zabójczej broni", "Ostatniego zwiadowcy", "Predatora", a później "Kiss Kiss Bang Bang" i "The Nice Guys" i prawdopodobnie byłby właściwym człowiekiem do oddania sprawiedliwości Parkerowi, przynajmniej na papierze. Początkowy pomysł był taki, że Play Dirty w głównej roli wystąpi szybko mówiący Robert Downey Jr, a scenariusz zostanie uczyniony mroczniejszym i bardziej cynicznym na potrzeby premiery kinowej, ale tak się nie stało. Zamiast tego wersja Parkera Shane'a znalazła dom w Amazon Prime, a ich trwająca umowa na wiele filmów z Markiem Wahlbergiem pomogła postawić aktora Boogie Nights/Max Payne w butach głównej roli, co nigdy nie powinno się wydarzyć.

Opatentowany super-cynizm książek jest w wersji Amazona w większości zastępowany kiepskimi dowcipami.
Dzieje się tak dlatego, że Markowi brakuje całej charyzmy ekranu i zawsze ją miał. Podobnie jak w "Max Payne", "Me Time", "Spenser Confidential", "The Union", "Ojcu Stu" czy "Planie rodzinnym", Wahlberg gra tylko jedną rolę, samego siebie, i robi to bez krzty charyzmy czy prezencji, co często sprawia, że jego przereklamowane blockbustery wydają się płaskie, pozbawione życia i gwiazdorskiego uroku. Tak samo jest i tutaj. Interpretacja Parkera przez Wahlberga jest taka sama, jak wtedy, gdy grał wszystkie inne swoje pozbawione inspiracji role, a cyniczna postawa i cicha, ale twarda osobowość postaci zostały utracone.
Ta historia jest również bardzo zwyczajną historią o napadzie. Złoczyńcy wkręcają się nawzajem po wielkim napadzie na bank, ale spotykają się (miłosiernie) i w końcu zgadzają się nie zabijać się nawzajem za zdradę i nielojalność, ale zamiast tego postanawiają pomóc sobie nawzajem w przeprowadzeniu ostatniego wielkiego skoku. Widzieliśmy to w Red Notice. Widzieliśmy to w "Lift" Kevina Harta i w 8700 innych filmach – a teraz widzimy to w "Play Dirty, który jest kolejnym z rzędu płaskich, głupich, nieoryginalnych, bezdusznych premier direct-to-streaming, na które nikt nie musi tracić czasu". Shane z pewnością urozmaicił scenariusz swoimi opatentowanymi, szybkimi dialogami i dużą ilością czarnego humoru, ale ponieważ zwłaszcza Wahlberg nie jest w stanie tego zapewnić, większość scen wypada płasko. Pomogłoby to, gdyby sceny akcji działały, ale tak naprawdę też nie działają, ponieważ wiele z nich jest wspomaganych przez sztuczną inteligencję / GC i w połowie wygląda bardziej jak przerywniki filmowe z Uncharted 3 niż cokolwiek innego. Zdecydowanie gorsze efekty można znaleźć w świecie kina, ale to nie zmienia faktu, że kawalkada akcji w Play Dirty wygląda jak udawana na wskroś.

Parker, jako postać, zasługuje na znacznie więcej niż to i niewiele jest momentów, w których zmarnowano więcej potencjału i talentu niż tutaj. Jeśli pominiemy tutaj samego Mister No-Charisma w głównej roli, którego rzadko spotykałem w roli "pierwszoplanowego", to oczywiście Shane Black jest pod wieloma względami genialny, podobnie jak kompozytor Alan Silvestri, operator Philippe Rousselot i scenograf Owen Paterson. Jest tu mnóstwo talentów, ale nie ma to znaczenia, gdy efektem końcowym jest ten sam brzydki, pachnący telewizją bałagan, jak wiele innych nijakich filmów strumieniowych.
Gamereactor Polska