Keeper
Osgood Perkins dostarcza znacznie bardziej tradycyjny, ale też bardzo skuteczny horror.
Osgood Perkins jest obecnie opisywany, a być może nawet celebrowany, jako jedna z centralnych postaci gatunku horroru obok Jordana Peele'a, Zacha Creggera, Ari Astera i Roberta Eggersa, jednego z nowych twórców o niepowtarzalnym, osobistym dotyku, który można wyczuć od początku do końca, konsekwentnie balansując narrację, strukturę i, oczywiście, starą, dobrą niepokojącą atmosferę.
A dzięki Longlegs, The Monkey i I Am the Pretty Thing That Lives in the House ugruntował reputację opartą na solidnych horrorach, które również opierają się na techniczności i wyjątkowo dobrze skonstruowanym napięciu.
Keeper jest tu trochę anomalią, bo nie tylko jest znacznie bardziej tradycyjny niż trzy wymienione przykłady, ale został nakręcony w trakcie strajku SAG-AFTRA, gdy ekipa czekała na wznowienie zdjęć do Małpy.

Nie twierdzę, że to zauważalne, ale to znacznie bardziej tradycyjny horror z chaty w lesie, ale z wyczuciem kamery Perkinsa, a zwłaszcza napięciem. Nazwać to "topornym" byłoby przesadą, bo wszystko w Keeper jest dopracowane i to bardzo dopracowane, od ostrej scenografii po skuteczną muzykę kompozytora Edo Van Breemena. Jednak jest bardziej tradycyjny, a być może nawet konwencjonalny pod względem gatunku.
Tatiana Maslany gra Liz, która świętuje rocznicę z chłopakiem Malcolmem (w tej roli Rossif Sutherland), zostaje zaproszona do jego niezwykle pięknego domu w lesie daleko od cywilizacji, ale szybko zaczyna podejrzewać całą sytuację. Mówienie więcej byłoby zdradzaniem rygorystycznego i precyzyjnego ciągu wydarzeń, poza tym, że pierwszy akt filmu jest dziwnie wypełniony jasnymi sygnałami, że coś jest nie tak, że niemal wydaje się to celowe – że Perkins wyśmiewa postacie, które pozostają bierne, nawet gdy cały wszechświat krzyczy, by opuścić niebezpieczne miejsce.
Mimo to zawsze są dwie fazy tego typu horrorów – zanim wszystko "się wydarzy" i po, a Perkins pokazuje solidną zdolność do utrzymywania napięcia i atmosfery w obu filmach. Jednak film staje się coraz silniejszy w miarę rozkręcania się, zwłaszcza gdy Perkins porzuca tę dziwną konwencję i wreszcie pozwala filmowi "ruszyć".
Maslany szczególnie prezentuje znakomitą kreację, tylko częściowo wspieraną przez nieco sztywnego Rossifa Sutherlanda. A ponieważ nie ma już więcej postaci niż ta, uwaga skupia się niemal wyłącznie na niej, i na szczęście tak jest.

Można jednak argumentować, że Keeper staje się raczej zbiorem migawek lub może winiet, a nie spójnym filmem grozy. Znów wracamy do procesu tworzenia filmu. Choć ograniczona lokalizacja może pomóc podkręcić napięcie, film wydaje się zbyt skupiony na jednym pomieszczeniu, nie pozwalając nam naprawdę zgłębić domu i jego warstw. W efekcie niektóre sekwencje stają się niestety nieco zorganizowane.
To nie jest najlepszy film Perkinsa, ale nie da się odebrać mu zdolności do tworzenia horrorów, które działają. Longlegs bez wątpienia ma więcej do powiedzenia i znacznie precyzyjniej rozwiniętą mitologię, ale Keeper wciąż wyróżnia się lepiej niż większość, co może świadczy o jego talencie.
Gamereactor Polska