Gamereactor

Gamereactor
Filmy
Iron Lung

Iron Lung

Projekt z pasji Markipliera pokazuje dużą ambicję, ale czy spełni wizję YouTubera?

Jest coś naprawdę godnego podziwu w Iron Lung, debiucie fabularnym Marka "Markipliera" Fischbacha. W końcu zainwestował sporo własnych pieniędzy w adaptację kultowej gry horrorowej Iron Lung na duży ekran. To projekt, w którym nie tylko gra główną rolę, ale także reżyseruje, pisze scenariusz i zajmuje się montażem, wszystko w prawdziwym duchu YouTubera.

Jest tu zapał i pasja – a nawet miłość do materiału źródłowego – co jest wyraźnie widoczne. Projekt ten to powiew świeżości w branży, która w przeciwnym razie jest postrzegana raczej jako fabryka, w której filmy powstają w salach konferencyjnych, niż przez zagorzałych entuzjastów. Problemem nie jest brak pasji czy ducha "dam radę", jeśli chodzi o produkcję dobrego filmu. Niezależnie od dobrych intencji.

Kiedy usiadłem na kanapie, by oglądać Iron Lung, nie miałem wielkich oczekiwań ani wcześniejszej wiedzy. Oczywiście, byłem trochę zaznajomiony z fabułą gry, a Markiplier to nazwisko, z którym się już spotkałem. Ale ani gra, ani jego kanał na YouTube nigdy naprawdę się nie angażowałem. W tym kontekście jednak całkiem pasuje wyprawa w nieznane, tak jak główny bohater filmu.

Fabuła, tak. Dla tych, którzy, tak jak ja, nie są szczególnie dobrze poinformowani, całość rozgrywa się w mrocznej przyszłości, gdzie wszyscy ludzie i planety nagle zniknęły. Ocalałych jest na stacjach kosmicznych i jest ich niezwykle niewielu. Krótko mówiąc, ludzkość stoi na skraju zagłady.

To właśnie w tym dystopijnym świecie śledzimy skazanego więźnia w ogromne morze krwi. Podróż odbywana w wątpliwie zbudowanym okryku podwodnym bez okien, gdzie cała nawigacja odbywa się za pomocą kamer i paneli przyrządów, podczas gdy ciemność na zewnątrz powoli zaczyna wydawać się coraz bardziej żywa. Jest ciemny, przytłaczający i nieco niepokojący. Genialny podstawowy koncept, który sprowadza się do robienia dużo z niewielkim elementem i opiera się wyłącznie na atmosferze i psychologicznych emocjach, a nie na wizualnym widowisku.

Wyraźnie sprawdza się to bardzo dobrze w grze, ale jako film wypada znacznie gorzej.

Największy problem? Chodził w kółko. Gdy tylko zacząłem Iron Lung, miałem złe przeczucia, bo zauważyłem, że całkowity czas trwania wynosił nieco ponad dwie godziny. To nie pasowało do tematyki i tego, co już wiedziałem o fabule gry. Być może Fischbach był zbyt zauroczony materiałem, bo całkowicie gubi się w pogoni za atmosferą i tajemnicą.

W końcu mówimy o 120 minutach, które w dużej mierze składają się ze scen, w których wpatruje się w ekrany, naciska przyciski i reaguje na dziwne dźwięki na zewnątrz łodzi podwodnej. Powolne tempo filmu rozciąga wszelkie poczucie niepokoju do granic wytrzymałości, a poza solidnym, podstawowym konceptem nie ma tu zbyt wiele. Pomysł osoby uwięzionej w metalowej trumnie pośrodku morza krwi jest z pewnością skuteczny w małych dawkach, ale fabuła nigdy nie rozwija się w coś większego czy bardziej znaczącego.

Jednocześnie byłoby niesprawiedliwe twierdzić, że filmowi brakuje cech. Wręcz przeciwnie, jest tu kilka sekwencji, które pokazują, że Fischbach niewątpliwie ma oko do kompozycji wizualnej, oświetlenia i pracy kamery. W scenach, gdzie łódź podwodna jest wstrząśnięta przez niewytłumaczalne siły lub gdy wśród kałuży krwi pojawiają się niewytłumaczalne sylwetki, trudno nie dostrzec paraleli z Lovecraftem, Carpenterem i kosmicznym horrorem. W najlepszych momentach film niewątpliwie oddaje uczucie samotności w nieskończonym wszechświecie, który nie ma szacunku dla ludzkiego życia.

Muszę też pochwalić film za jego dźwięk. Metaliczne skrzypienia, odległe echa i mechaniczne piski skutecznie budują poczucie duszącego niepokoju, i często to właśnie kryje się za jednymi z najbardziej uderzających momentów w Iron Lung.

Sam Fischbach natomiast jest znacznie słabszym ogniwem. Radzi sobie całkiem nieźle w scenach wywołujących panikę lub frustrację, ale gdy ton zmienia się w coś bardziej emocjonalnego lub stonowanego, jego wiarygodność całkowicie się rozpada. Nie jest to koniecznie złe, po prostu niesamowicie sztywne i drewniane, i staje się jasne, że jego korzenie tkwią w YouTube, ze wszystkim, co się z tym wiąże. Po prostu nie jest w stanie udźwignąć filmu w wiarygodny sposób.

Iron Lung jest kreatywny i ambitny, a Fischbach nigdy nie próbuje tworzyć narracji w stylu Hollywood, trzymając się raczej ściśle tych samych ram co gra. Tworzy dokładnie ten dziwny, powolny i niekomfortowy film, który sam chce zobaczyć. Ale jest też powód, dla którego producenci adaptują historie i dlaczego autorzy książek rzadko są szczególnie dobrymi scenarzystami. Różne media po prostu wymagają różnych podejść.

W efekcie Iron Lung bardziej przypomina eksperyment niż prawdziwy film. Fani oryginalnej gry prawdopodobnie docenią ją bardziej, ale reszta z nas po prostu tęskni, by wypuścić się z okrycia podwodnego.

05 Gamereactor Polska
5 / 10