Immaculate
Sydney Sweeney daje z siebie wszystko, ale film wokół niej trochę się rozpada.
Sydney Sweeney jest teraz aktorką, która jest na ustach wszystkich. Ale poza rolą w serialu telewizyjnym "Euforia", nie ma jeszcze żadnej prawdziwej pracy, która poparłaby jej ogromną popularność. Tak, komedia romantyczna "Anyone but You" zarobiła ponad 200 milionów dolarów, a ona sama zagrała w Madame Web, więc to całkiem odważne i fajne, że osobiście pomogła w produkcji horroru Immaculate.
Immaculate opowiada o siostrze Cecilie (Sweeney), która przybywa do klasztoru we Włoszech po tym, jak znalazła Boga podczas doświadczenia z pogranicza śmierci. Wkrótce jednak okazuje się, że Cecilia jest w ciąży, choć nigdy nie odbyła stosunku seksualnego z mężczyzną. Klasztor określa ciążę jako "Immaculate ", w ten sam sposób, w jaki Jezus został poczęty, ale zaraz potem zaczynają się dziać tajemnicze rzeczy.
I zacznijmy od Sweeney - nic jej nie jest. Może to zabrzmi trochę dosadnie, ale Immaculate to jej film, jest w 90% scen i to przez jej filtr przetwarzamy wydarzenia, na które naraża nas film, i to działa... Tak, dobrze. Nie, to nie jest jakiś godny nagrody występ, który sprawia, że ściany trzęsą się od czystej wiarygodności lub mocy gwiazdy, ale też nie jest w czołówce wyłącznie ze względu na wygląd lub atrakcyjność kasową - jest wyraźnie utalentowana. Niedoświadczony, ale zręczny.

Problemem nie jest Sweeney, ale raczej raczej heavy metalowe zakończenie (które nie zasługuje na własny pieprzony zwiastun, Neon) Pomimo jej akceptowalnego występu, film jest nieco przewidywalny, wpadając w to samo okultystyczne pudełko z pomysłem odrodzenia diabła, które widzieliśmy już tysiące razy, nie mając przy tym nic szczególnie oryginalnego do powiedzenia.
Nie popełnij jednak błędu; walory produkcyjne są tu wystarczająco wysokie, otaczająca włoskojęzyczna obsada wykonuje zaskakująco dobrą robotę, jest też kilka sprytnie zorganizowanych sekwencji, ale Immaculate nigdy nie udaje się zbudować grubej warstwy atmosfery, którą film tak bardzo stara się przekonać. To wszystko staje się po prostu nieco przeciętne, zwłaszcza gdy nie ma ekscytującej ikonografii, na której można by się oprzeć.
Rozumiem przez to, że nie ma potwora, cienia, niczego, czego można by się bać, i chociaż klasztor, w którym rozgrywa się akcja filmu, zapewnia gotycką scenerię, ani tajemnica się pod powierzchnią, ani nic nadprzyrodzonego i niewytłumaczalnego nie jest w stanie stworzyć jakiejkolwiek niesamowitości.

Jest jednak wystarczająco dużo ekscytującej muzyki kompozytora Willa Batesa i dość precyzyjnie zaprojektowane otoczenie Elishy Christiana, a wszystko to składa się w całość, ponownie dzięki zakończeniu, które daje nam najbardziej fascynujące momenty Sweeneya i być może najlepszą scenę filmu.
Tak więc Immaculate nie jest złe, ale nie reprezentuje też żadnego innowacyjnego wymyślania na nowo gatunkowych tropów, które widzieliśmy już wiele razy. To klasyczny generyczny horror okultystyczny, ale to nie znaczy, że dla wielu nie będzie to świetny horror w piątkowy wieczór.
Gamereactor Polska