Gamereactor

Gamereactor
Filmy
Flight Risk

Flight Risk

Mel Gibson jest reżyserem tego thrillera, który stara się być innowacyjny w swojej pracy kamery i bardzo denerwujący. Ale czy to się udaje?

"Potrzebujecie pilota?" Nie, jeśli chodzi o gładko ogolonego, przesadnie zachowującego się Marka Wahlberga w najgłupszym thrillerze tego roku. Nie, w takim razie mogę sobie całkiem nieźle radzić bez niego, ale dzięki, że pytasz. Postaram się nie zabrzmieć w tej recenzji zrzędliwie, a zamiast tego spróbuję pośmiać się z nieszczęścia, ale nie jest to łatwe. O ile bowiem Mel Gibson jest zręczny w reżyserowaniu wiecznie genialnych Apocalypto, tak tutaj jest tak samo żałośnie kiepski za kamerą i momentami trudno uwierzyć, że to ten sam filmowiec na fotelu reżysera. Albo "niezrozumiałe" byłoby lepszym słowem. To niezrozumiała różnica.

Gwiazda "Downton Abbey" jest tu równie dobra w graniu zestresowanej i przestraszonej, jak Wahlberg w graniu groźnej. Nic nie działa. Nic.

Szeryf z Alaski, Madolyn, zdołała złapać jednego z księgowych mafii. Aby bez przeszkód i ryzyka przetransportować tego niezwykle cennego kluczowego świadka do Anchorage, wynajmuje prywatnego pilota o imieniu Daryl, aby przeleciał z nimi dwójką w małym samolocie śmigłowym przez zaśnieżone pustkowia Alaski, co z góry opisano jako spokojną i spokojną podróż. Jednak Daryl nie jest tym, za kogo się podaje, a w tym spisku są ukryte interesy i motywacje, a sam świadek (grany przez zawsze równie przeciętnego Tophera Grace) nagle wpada w tarapaty, 1000 metrów nad ziemią.

Nie ma nic złego w samym założeniu. Troje ludzi o różnych motywach tłoczy się w małym samolocie wysoko ponad chmurami, a scenografia do pełnej napięcia gry w kotka i myszkę jest zawsze obecna. Flight Risk jest, na etapie pomysłu, mieszanką Passenger 57 i Calm Waters i myślę, że można było to zrobić naprawdę dobrze, z odpowiednimi aktorami i odpowiednim reżyserem. To nie są Mark Wahlberg, Topher Grace czy Mel Gibson. Żaden z nich nie oferuje tu nic merytorycznego. Żaden z nich nie powinien być zaangażowany w tę produkcję, a Michelle Dockery (Downton Abbey ) nie ma żadnego interesu w thrillerze tego rodzaju. Brakuje jej intensywności i prezencji, w ogóle nie potrafi sportretować paniki ani strachu, podczas gdy Grace wydaje się złą parodią jego That 70's Show postaci Erica. Najgorszy jest jednak Marky-Mark, którego "psychotyczny" morderca jest tak absurdalny, że nie sposób powstrzymać się od śmiechu przez kilka kluczowych scen. Występ Wahlberga jest swego rodzaju mieszanką jego wysiłków Max Payne i Boogie Nights i jest tak jasne, że w zasadzie nie jest dużo lepszy w aktorstwie niż zwykły Joe z ulicy...

Pod brązową czapką kryje się niezapomniana fryzura. Jedyna zbawienna cecha filmu.

Flight Risk nie jest ekscytująca, nie ma w niej nerwów, nie ma nagromadzenia, które cokolwiek znaczy, i brakuje w niej ani jednego emocjonalnego wyrazu, który byłby wiarygodny. Pierwszy akt jest żałosny, drugi akt jest śmieszny, a rozdzielczość też jest konsekwentnie słaba, co czyni go jednym z najgorszych filmów tego roku do tej pory.

02 Gamereactor Polska
2 / 10