Epic Games pozwane
Wycieki danych sprzed kilku miesięcy wracają, aby obciążyć platformę.

Kilka miesięcy temu badacze z CheckPoint odkryli poważne błędy w systemie bezpieczeństwa podrzędnych stron platformy EGS. Jak się okazało, ponad dwieście milionów graczy Fortnite było wystawionych na niebezpieczeństwo przejęcia konta - jedynym, co potencjalny hacker musiał zrobić, było nakłonienie ofiary do kliknięcia w link, który następnie wykradał dane do logowania się do Fortnite'a bez żadnego uprzedzenia. Z konta tego mógł następnie dokonywać zakupów w grze z użyciem środków na karcie kredytowej ofiary.
Jak się okazało, Epic Games nie było nawet świadomym tej wady. Dopiero, gdy CheckPoint wytknęło ją w badaniu, firma natychmiast podjęła działania mające na celu załatanie dziury, jednocześnie zwracając uwagę na oficjalnej stronie na zmianę hasła w celach bezpieczeństwa. Od sprawy minęło ładne kilka miesięcy, jednak po całym tym czasie sprawa wraca, aby ugryźć EG w zadek.
Biuro prawnicze z Północnej Kalifornii wypełniła pozew przeciw firmie o naruszenie zasad bezpieczeństwa i narażenie milionów użytkowników na straty i wyciek danych osobowych. Oskarża też Epic Games o brak osobistego powiadomienia każdego z graczy o zagrożeniu na czas, mimo rychłego naprawienia wady i braku wcześniejszych zgłoszeń o kradzieży danych.

Epic Games od dawna ma w internecie łatkę platformy o niskim stopniu bezpieczeństwa użytkowania. Jednak większość oskarżeń kierowanych w jego kierunku jet zwykłymi bzdurami - od teorii spiskowych o szpiegowaniu ameryki dla władz Chin, śledzenie aktywności graczy w przeglądarce internetowej (do EGS można zalogować się także z użyciem konta Google lub Facebooka) po błędną interpretację skryptu, którego rolą nie jest wykradanie dan ze Steama, a możliwość importowania z niego listy kontaktów. Wada systemu bezpieczeństwa, którą wykrył CheckPoint była jednak w pełni prawdziwa i stanowiła problem, jak i zagrożenie dla kont każdego z ponad dwustu milionów użytkowników platformy popularnej ze względu na Fortnite'a.
Nie jest to pierwszy przypadek, kiedy to platforma zawiodła w kwestii bezpieczeństwa danych osobowych. W grudniu zeszłego roku, błąd w serwisie Steam umożliwił graczom podgląd danych osobowych innych użytkowników - a naprawa skutków wycieków zajęła Valve ponad trzy miesiące. Podobnie, jakiś czas temu, jak opisano w artykule dla Forbes, odnaleziono inną wadę w systemie serwisu Steam Client Service, które zagroziły bezpieczeństwu danych niemal stu milionom użytkowników używających serwisu wraz z systemem operacyjnym Windows 10. Liczne zgłoszenia hakerów, którzy wykryli wadę zostały przez Valve zignorowane, gdyż błąd wymagał dostępu złodzieja do komputera, a więc stanowi zagrożenie jedynie w określonych sytuacjach - i na o wiele mniejszą skalę.
Jednakże błędy konkurencji nie są żadnym czynnikiem uniewinniającym. Pozew przeciwko firmie Epic Games jest jak najbardziej aktualny, i choć firma jeszcze nie odniosła się do niego w oficjalnym oświadczeniu, liczy się na wyciągnięcie konsekwencji za niedopatrzenia, które graczy mogły kosztować całkiem sporo.