Cleaner
Daisy Ridley walczy z Clive'em Owenem w kolejnym z długiej serii bezmyślnie głupich plagiatów Szklanej pułapki, a Hegevall nie jest pod wrażeniem...
Chociaż nie jestem wielkim fanem Casino Royale, oczywiście nie jest niespodzianką, jak nisko w rankingu spadł Martin Campbell. Niegdyś uznany, uwielbiany wielki reżyser odpowiedzialny m.in. za Golden Eye, który teraz produkuje bezpośrednio na streaming bagatelle, takie jak Dirty Angels, Memory i Cleaner.

W tym wiotkim, głupim, ospałym thrillerze akcji, zawierającym 0% oryginalności, emo Daisy Ridley gra porywczą byłą żołnierkę, która podjęła pracę przy myciu okien dla dużej firmy energetycznej. Jeździ na linach po zewnętrznej stronie wieżowca w centrum Londynu, ocierając panoramiczne okna, kiedy Clive Owen postanawia podszyć się pod Hansa Grubera i bierze całe piętro jako zakładnika, aby ujawnić "brudne podbrzusze" giganta energetycznego. Wszyscy widzieliśmy to już wcześniej, nie tylko w Szklanej pułapce i wszystkich setnych egzemplarzach tego klasyka, które zostały wyprodukowane na przestrzeni lat.

Już od pierwszej sceny Cleaner daje poczucie "złego programu telewizyjnego", ponieważ wszystko, od zdjęć po kostiumy, scenografię i grę aktorską, wydaje się tak b-owskie. Daisy jest, jak zwykle, beznadziejnie jednostronna i większość tego, co robi, polega na podnoszeniu brwi i odsłanianiu wszystkich zębów w ustach. Wszystko w tym samym czasie. Podobnie jak w jej wysiłkach związanych z Gwiezdnymi Wojnami, nie ma tu żadnych niuansów i wyczuwalnego braku prezencji, który czyni z niej najbardziej niefortunny wybór głównej damy. Owen nie jest dużo lepszy jako złoczyńca i terrorysta "Uśmiechnięty Bóg". On tutaj robi wszystko, co w jego mocy, sprawia wrażenie zmęczonego i pozbawionego inspiracji i szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby ktokolwiek z nas mógł go za to winić. Nie z tym skryptem.
Gamereactor Polska