Fading Echo
Action/Adventure-RPG od Emetria and New Tales to zabawne, pełne życia doświadczenie, które nawiązuje do prostych radości dawnych czasów gier.
Powstała z twórców Emetria i wydawcy New Tales, których pracownicy to byli weterani Ubisoftu, deweloperzy Arkane oraz osoby z wieloletnim doświadczeniem w branży gier wideo, Fading Echo początkowo wyobrażano sobie jako TTRPG. Ten pomysł został porzucony, ale świat został zachowany i przekształcony w jednoosobową grę akcji/przygodową, gdzie gramy jako dzielny młody bohater, który potrafi wedle woli przemieniać się w wodę.
W świecie, który wkrótce zostanie opanowany przez tajemniczą, wrogą substancję znaną jedynie jako Paradoks, nasz bohater Jeden musi odzyskać eter z innych światów lub Odłamków i sprowadzić je z powrotem do Bastionu (w zasadzie twojej bazy/centrum), aby pozbyć się korupcji i ocalić swój pustynny dom. Świat Corel jest usiany żywiołowymi wrogami, a nasz bohater znajduje prawdopodobnych i mało prawdopodobnych sojuszników wśród niewielkiej, ale gwiazdorskiej obsady postaci drugoplanowych.
Wydaje mi się niemal dziwne, że Fading Echo ma w opisie gry dołączoną etykietę RPG. Pewnie to tylko wspomnienie korzeni w TTRPG, coś w rodzaju Fading Echo, ale takie, które może sprawić, że gracze będą oczekiwać czegoś, czego nie dostaną po uruchomieniu gry. Poza drzewkiem umiejętności, w tej grze nie znajdziesz zbyt wiele elementów RPG. Fabuła jest liniowa, świat można eksplorować, ale nie jest otwarte, i nie zdefiniujesz postaci One bez względu na to, co zrobisz. Fading Echo to znacznie bardziej gra przygodowa, czasem nawet bardziej trafna platformówka logiczna, ale nawet jeśli nie jest RPG w takim sensie, jakiego większość by się spodziewała, pozostaje bardzo przyjemnym doświadczeniem i super mocną grą przygodową.
Walka jest szybka i precyzyjna. Nie jest przesadnie surowy, ale też nie jest aż ogłupiająco nijaki. Typy przeciwników zaczynają od bardzo prostych, niezdarnych plam, a potem ewoluują w dinozaury chętne do uderzania głową, macki przyczepione do wiertła, cyklopy w kombinezonach i wiele innych. Dodatkową warstwę walki są elementy przekazywane wrogom oraz moce, które One może używać. Każdy element daje własny efekt statusu: zbyt dużo wody sprawia, że wróg staje się stały, natychmiast zabity po kilku trafieniach. Za dużo ognia i spłoną. Za dużo kwasu osłabiają się. Możesz też je połączyć. Na przykład kwas i ogień oszołomiają przeciwnika i powodują duże obrażenia przez eksplozję. Z kolei te efekty statusowe (barka wody) również mogą na ciebie wpływać. To nie jest najbardziej skomplikowany system walki, a na łatwiejszym poziomie trudności możesz po prostu beznadziejnie atakować i unikać do woli, ale podstawowa pętla jest konsekwentnie zabawna i satysfakcjonująca, z dodatkowymi mechanikami i przeciwnikami wrzucanymi właśnie wtedy, gdy myślałeś, że wymyśliłeś idealne połączenie żywiołów.

To samo dotyczy eksploracji środowiska i zagadek. Kiedy nie walczysz z przeciwnikami w Fading Echo, wymyślasz sposoby, by przejść przez drzwi lub przynieść pryzmat, który zasila mechanizm z jednej strony pomieszczenia na drugą. Znów, każdy żywioł, który możesz wchłonąć w wodnej formie, przyda się, i choć żadna zagadka nie jest frustrująco trudna, wszystkie są satysfakcjonujące. Fading Echo nigdy nie idzie w stronę God of War. Nikt nie powie ci rozwiązania obszaru, na którym utknąłeś od kilku minut. Gra mówi bardzo niewiele o swoich mechanikach i sposobie ich używania. Zamiast tego sam odkrywasz to wszystko, otrzymując niemal wszystkie potrzebne narzędzia od samego początku. To daje znacznie większą satysfakcję gracza, nawet jeśli nie rozwiązujesz najtrudniejszych zagadek, jakie widziałeś.
Fading Echo ma niezwykle przyjemny świat gry, głównie dzięki żywej oprawie wizualnej rozbitych krain i różnych biomów, które eksplorujemy podczas przygody One. W oprawie wizualnej gry jest świetnie wykorzystane kolory. Kolory różnych elementów, otoczenie – wszystko naprawdę się wyróżnia, dając poczucie, że właśnie założyłeś różowe okulary i po raz pierwszy cieszysz się grą z dzieciństwa. Szczególnie podoba mi się wygląd One, gdy wchodzisz do innych krain, bo ich wygląd ma neonowo-różowy klimat, który prawie chciałbym, żeby pozostał opcją przez całą grę. Stylistycznie Fading Echo jest unikalne i dobrze wykonane, nawet jeśli niektóre elementy, jak wprowadzenie wrogów w stylu Borderlands, dziś wydają się nieco przestarzałe. Sceny w stylu komiksowym to jednak świetny sposób na radzenie sobie z mniejszym budżetem, a projekty postaci często od razu wciągają.

Fading Echo to gra, która ma wiele świetnych elementów, ale niestety dla mnie brakowało jej centralnego wątku, który łączy wiele podobnych gier, bo w dużej mierze nie potrafi wciągnąć w fabułę. Fading Echo zawiera wszystkie elementy interesującej narracji i widać, do czego dąży Emetria. To częściowo historia dorastania, częściowo dramat rodzinny. Jeden z nich jest zależny od mamy, by przetrwać, ale gdy zdobywa moce wody, nagle musi być osobą, na której polega cały świat. Problem w tym, że wiele z tych kluczowych motywów, pomysłów i dynamiki postaci nie jest dobrze ukształtowanych. W narracji Fading Echo pojawia się pewna niejasność, co oznacza, że gdy zbliżasz się do końca gry i odnajdujesz emocjonalne szczyty, nie uderzają one tak mocno, jak bym chciał. Trudno to wyjaśnić bez samodzielnego doświadczenia historii, ale wydaje się, że w pewnym momencie zespół powinien był zrobić duży krok w tył i podkreślić ludzkie, ludzkie elementy fabuły, bo większość dialogów między kilkoma przerywnikami filmowymi skupia się najpierw na scenerii.
To trochę gra typu świat pierwszy, a potem fabuła, z wieloma wymyślonymi słowami, które są ważniejsze dla postaci niż dla gracza. Problem w tym, że zależałoby nam na odłamkach, eterze, bastionie i czymkolwiek innym, gdybyśmy najpierw mieli pewność, dlaczego ta cała przygoda jest ważna dla One. Wszystko, co widzimy z ich świata, to pustynia i ruiny, bez większej liczby innych rzeczy, które warto by zatrzymać. To trochę tak, jakby God of War z 2018 roku był tylko o ratowaniu Midgardu i nie przejmował się więzią ojca i syna. W tej grze nie widzisz nikogo innego w Midgardzie, więc świat wydaje się bardziej eksplorować niż ratować. Setting Corel w Fading Echo wywołuje podobne wrażenie. Obsada, w której wchodzi aktorstwo głosowe takie jak Samantha Béart, Laura Bailey, Matt Mercer i Liam O'Brien, daje z siebie wszystko, by wciągnąć widza, ale szczegóły fabuły nie są na tyle dopracowane, by utrzymać w niej moc.

Pomijając rozwlekłe narzekania narracyjne i brak elementów RPG, Fading Echo to zabawna, dynamiczna przygoda, która niesamowicie wykorzystuje swoje podstawowe mechaniki. Walka jest satysfakcjonująca, nie polegając na podnoszeniu trudności przez ogromne paski zdrowia i roje wrogów. Zagadki są zawsze świetnym pretekstem, by pokazać mechanikę żywiołów, a świat z radością eksplorowałbym dwa razy dłużej niż toczenie napisów końcowych. Gra, która bardziej skupia się na byciu najlepszą wersją siebie niż na przyciąganiu cię dzisiejszymi popularnymi gatunkami, Fading Echo jest warta twojego czasu.
Gamereactor Polska