Remarkably Bright Creatures
Dramat afirmujący życie o zagubionych duszach i niezwykle inteligentnej ośmiornicy – klapa czy emocjonalna huśtawka?
Remarkably Bright Creatures pojawił się na Netflixie. Z doświadczenia wiemy już, że jakość filmów Netflixa bardzo się różni. Kilka naprawdę dobrych produkcji zostało wydanych, ale większość utknęła w bagnie przeciętnych produkcji fast-foodowych. Nie wiedziałem nic o Remarkably Bright Creatures, dopóki nie zobaczyłem, że premiera jest planowana na premierę. To, co początkowo wzbudziło moją ciekawość, to dobre recenzje i interesująca obsada. Sally Field jest weteraną, a Lewis Pullman (niepokojąco podobny do swojego ojca Billa) stał się wschodzącą gwiazdą.
Być może jako pisarz powinienem był lepiej znać tę książkę, która, jak rozumiem, sprzedała się bardzo dobrze. Prawy. Oczywiście nie mogę znać każdej książki tylko dlatego, że to moja branża, i możliwe, że o niej czytałem, ale to nie jest typ książki, do której zwykle mnie ciągnie. Olivia Newman odpowiada zarówno za scenariusz, jak i reżyserię; wyreżyserowała także adaptację filmową Where the Crayfish Sing.
Streszczenie:
Dzięki nieoczekiwanym więziom nawiązanym podczas nocnych zmian w lokalnym akwarium Tova, starsza wdowa, dowiaduje się o odkryciu, które może znów przynieść jej radość i zachwyt.

To dość typowa fabuła dla tego połączenia dobrego nastroju i dramatu. Narracja podąża za bardzo dobrze utartym schematem, podobnie jak zwroty akcji. Czy to brzmi negatywnie? Niekoniecznie. Remarkably Bright Creatures to stylowa produkcja. Scenariusz jest dobrze napisany, aktorstwo znakomite, a zakres emocji umiejętnie poprowadzony, nawet jeśli można się domyślić, co się wydarzy. Ostatni zwrot akcji jest prosty, ale sprytnie zaplanowany.
Ciekawa uwaga: główna bohaterka nazywa się Tova. Pojawiają się także inne nazwy brzmiące po szwedzko. Ma mnóstwo koni Dala (dala horses, co wcale nie brzmi wymuszonie). Może to przeoczyłem, ale nie przypominam sobie, by film oferował jakiekolwiek wyjaśnienie tych szwedzkich akcentów; jednak autorka, Shelby Van Pelt, najwyraźniej oparła Tovę na swojej szwedzkiej babci. Więc teraz już wiesz.
Przeszukałem też internet bez żadnych informacji, ale czy to nie David Harbour, który pojawia się krótko jako brodaty pijany facet w barze?

Przybij piątkę, pani sprzątająca!
Remarkably Bright Creatures to piękny film. Film, który być może potrzebny rzucić trochę światła pośród całej ciemności dziejącej się na świecie. Jest piękna, smutna, rozrywkowa i jednocześnie afirmująca życie. Czujesz delikatne klepnięcie po ramieniu i w głowie pojawia się myśl: "Nie zapomnij doceniać ludzi i wszystkich wspaniałych rzeczy wokół siebie."
Doskonale wiesz, o co mi chodzi. To się gotuje; Oczywiście nie ma tu wyraźnej ostrości, ale wciągają cię postacie i nastrój, który waha się między przytulnością a potrzebą odchrząknięcia, by pozbyć się guli łez w kilku miejscach.
Ale. Muszę przyznać. Gdy film zaczyna się od ośmiornicy Marcellusa, którego myśli śledzimy przez narrację Alfreda Moliny (nic mu nie jest, uwielbiam go), robię się trochę sceptyczny i myślę; "Nie, na litość boską, nie kolejna przesłodzona sprawa z Finding Neverland."
To przechodzi. Nie narracji. To zostaje z tobą przez cały film. Ale mój sceptycyzm łagodnieje. Bo to działa. Poddaję się. Jest cholernie czarujący, ten CGI-ośmiornica Marcellus. Jeśli chcesz zobaczyć piękny film, który porusza serce, nie szukaj dalej. Rzadkie, mądre stworzenia mogą być dla Ciebie idealne. Albo whisky.
Gamereactor Polska