Ted: Sezon 2
Seth MacFarlane użycza swoich umiejętności scenariuszowych i charakterystycznego głosu drugiej partii odcinków tego przezabawnego serialu aktorskiego.
Nie da się zaprzeczyć, że Seth MacFarlane ma swój specyficzny sposób działania. Niezależnie od tego, czy to Family Guy, The Orville, The Naked Gun, czy cokolwiek, czego ten gwiazdor komedii dotyka, kończy się w bardzo specyficzny sposób. To styl wyraźnie napędzany miłością do dawnych sitcomów i platformą, która potrafi dostarczyć wysokiej jakości komedię, nawet jeśli jest ona nieco przewidywalna. Bez wątpienia tak samo jest w drugim sezonie Ted.
Po mocnym pierwszym sezonie, który łączył brutalne komediowe momenty ze złożonymi relacjami rodzinnymi, kolejna seria odcinków wraca do tego, co Ted, a także MacFarlane, robią najlepiej. Śledzimy kultowego świadomego misia i jego brata-właściciela, Johna Bennetta, którzy wciąż przeżywają szkołę średnią i mierzą się z wyzwaniami bycia młodymi dorosłymi. Naturalnie, wiąże się to z wieloma wątkami narracyjnymi o tematyce seksualnej i innymi dorosłymi tematami, które każdy nastolatek eksploruje lub unika w tym wieku. Można więc powiedzieć, że jest znajomy i trochę nostalgiczny, nawet jeśli ciężar wielu z tych tematów jest złagodzony do pulpy przez bardzo komediowy ton serii Ted.
Ale znowu, niezależnie od tematu każdego odcinka – a każdy odcinek ma swój motyw – znajdujemy strukturę odcinka, która niemal bezpośrednio oddaje Family Guy. Zaczyna się całkowicie niepozornie, zwykle w domu Bennettów, a potem szybko rozkręca się w różnych kierunkach, zanim kluczowa fabuła odcinka nabiera kształtu. Przykładem może być sytuacja, gdy dociekliwy telefon na infolinię operatora seksualnego szybko prowadzi do Ted, a John musi wymyślić fikcyjnego i buntownickiego ucznia, by uniknąć konsekwencji za stratę tysięcy dolarów w szkole. Jeśli widziełeś już sporo Family Guya, ten skok od jednego pomysłu do czegoś niemal całkowicie przypadkowego nie jest niczym niezwykłym, i właśnie dlatego, jeśli nadal lubisz animowany serial, od razu znów zadomowisz się z Ted i całą ekipą.
Na tym opierając się, często stosujemy przerywniki i montaże, kolejny kluczowy element tworzący MacFarlane'a, z wieloma nawiązaniami do popkultury w taki sam sposób, jak wykorzystywane są w jego projektach animowanych. Można by nawet powiedzieć, że Ted to aktorska wersja Family Guy i naprawdę nie byłoby to zbyt daleko od prawdy.

Poza tym dialogi i komedia użyte w tym serialu często wystarczają, by utrzymać go przez jego nieco przewidywalny charakter. Ted wie, czym to jest i ani razu nie próbuje cię oszukać, że to coś więcej niż prosty i zabawny serial przypominający sitcom, taki, którego dziś rzadko widzimy. W tej serii są naprawdę zabawne żarty i kalambury, bezwzględne i niemal oszałamiające obelgi, które sprawią, że będziesz dyszeć, a wszystko to w pakiecie, który nie pochłania dużo czasu. Mówimy o 30-minutowych odcinkach, które nie są ze sobą szczególnie powiązane, więc nie ma potrzeby podążania za szerszą i nadrzędną narracją. To rozrywka w być może najczystszej i najbardziej przystępnej formie, i trudno znaleźć coś innego niż godne podziwu.
Powrót Ted w tej drugiej serii odcinków nie zaskoczy cię ani nie zaskoczy tym, jak przepisuje scenariusz do komedii telewizyjnej, ale to w porządku, bo jest zabawny, łatwy do oglądania i momentami przezabawny.
Gamereactor Polska