Gamereactor

Gamereactor
Recenzje
The Dream Machine

The Dream Machine

Poradnik (nie)pozytywnego śnienia.

W grudniu 2010 roku dwuosobowe szwedzkie studio Cockroach Inc. mające na swoim koncie kilka, kilkanaście gier przeglądarkowych, wydało swoją pierwszą pełnoprawną produkcję, {The Dream Machine}. No, może wydało to za dużo powiedziane, bo wypuścili jedynie pierwszy z sześciu zaplanowanych rozdziałów. Tak, Anders Gustafsson i Erik Zaring (założyciele studia) zaczęli wydawać gry w formie epizodów jeszcze przed {The Walking Dead} od nieistniejącego już Telltale Games. Warto pamiętać jednak, że dwójka deweloperów nie ma aż takich mocy przerobowych, jakimi dysponowało Telltale - stąd pomysł na podzielenie gry na epizody i sprzedawanie ich oddzielnie, co miało zmniejszyć koszty produkcji i jednocześnie zapewnić studiu stały dopływ środków. W maju 2017 roku w ręce graczy został oddany ostatni, szósty rozdział zatytułowany "Awake, awake my little boy" (a my narzekamy na cykl wydawniczy Life is Strange 2...), będący zamknięciem historii Victora Neffa i jego przygód z tytułową maszyną. Jak cały zestaw prezentuje się po prawie dziewięciu latach od premiery pierwszego epizodu?

Całkiem nieźle, trzeba przyznać. Przygodówki point-and-click są raczej ponadczasowe i, co najważniejsze, grywalne, nawet jeśli sięga się po te starsze. W przypadku {The Dream Machine} dochodzi do tego bardzo specyficzna, gliniana (tak, to chyba dobre słowo) oprawa graficzna, która sprawia, że produkcja Cockroach Inc. zyskuje swój własny, unikalny styl. Kim w ogóle jest Victor i jaki ma on związek z tytułową maszyną? Wraz ze swoją żoną, Alicją, przeprowadził się do miasta, by zacząć w nim nowe życie. Wiecie, większe miasto, więcej możliwości na znalezienie pracy, która pozwoli zapewnić godne życie całej rodzinie, zwłaszcza że niedługo powiększy się ona o dodatkowego członka. Nie wszystko idzie jednak po myśli naszych bohaterów, gdyż okazuje się, że blok, w którym mieszkają, znajduje się pod ścisłą obserwacją - w każdym mieszkaniu zamontowane są kamery. Szybko okazuje się, że wszystko ma związek z Maszyną, umożliwiającą wniknięcie i modyfikacje snu danej osoby.

Według teorii Pana Mortona, zarządcy bloku, sny tworzą oddzielny wymiar, który dzięki tytułowej maszynie można eksplorować i wynosić z niego informacje odnośnie ludzkiej natury. W każdym rozdziale przemierzamy sny kolejnych sąsiadów Victora i staramy pozbyć się negatywnego wpływu Maszyny, która szybko zyskuje samoświadomość i robi to, co każda myśląca istota - próbuje przetrwać. Jednak czy przetrwanie musi być okupione cierpieniem innych?

Wspomniany wymiar stanowi istny kolarz fantazji, marzeń i przeżyć osób zgromadzonych w budynku, zaś sami śniący często nie są tymi samymi osobami, którymi wydają się w rzeczywistości. Dzięki temu, że okres pomiędzy wydaniem kolejnych rozdziałów był dość znaczący, każdy z nich stanowi unikalną podróż w niezbadane do tej pory zakątki ludzkiego umysłu. Jednocześnie cała opowieść jest niezwykle spójna, a dość wyraźne zarysowanie głównego wątku sprawia, że nawet po dłuższych przerwach od gry dalej wiemy, o co w niej chodzi, a motywacje głównego bohatera nie zacierają się.

Narracja w {The Dream Machine} prowadzona jest głównie za pomocą dialogów, których, jak na "przygodówkę klikaną", jest zaskakująco dużo. W ogóle cała gra jest dość długa, niestety w tym negatywnym sensie - przejście wszystkich sześciu rozdziałów zajęło mi ponad piętnaście godzin, a mam wrażenie, że większość czasu spędziłem nie na rozwiązywaniu zagadek czy eksplorowaniu snów, tylko właśnie na rozmowach. Dodatkowo w samej grze jest bardzo wiele opisów, dzienników, książek, skrawków wiadomości, które niemiłosiernie wydłużają rozgrywkę. Całość jest zdecydowanie zbyt rozciągnięta w czasie, co prawdopodobnie wynika z przyjętego modelu dystrybucji. Rozdziały były sprzedawane oddzielnie, dlatego przejście każdego z nich musiało zajmować co najmniej dwie-trzy godziny, tak by gracz nie czuł się rozczarowany zakupem. Mimo to bawiłem się całkiem nieźle, zaś sama historia była na tyle angażująca, że te nudniejsze dialogi nie przeszkadzały mi aż tak bardzo.

<newpage>

Niestety, przez te przydługie rozmowy dało odczuć się ubogość ścieżki dźwiękowej. O ile sama w sobie jest bardzo tajemnicza i zarazem niepokojąca, przez co czuć, że w powietrzu unosi się ciągłe uczucie niedopowiedzenia, o tyle jest jej zwyczajnie za mało. Jasne, każdy sen to nieco inny zestaw nutek, ale miałem nieodparte wrażenie, że na jeden poziom przypada tylko jeden motyw muzyczny zapętlany w kółko. Wyraźnie czuć było ten przeskok - co kilka minut następowała chwila ciszy i ten sam utwór zaczynał odtwarzać się na nowo.

Innym mankamentem jest umiejscowienie ekwipunku na górze ekranu. Gdy tylko najedziemy kursorem na obiekt znajdujący się na górze planszy, to od razu pojawia się pasek z inwentarzem. Bywa to irytujące, zwłaszcza podczas rozwiązywania trudniejszych zagadek, gdzie jesteśmy już wystarczająco "nakręceni".

Na pochwałę zasługuje za to projekt poziomów, dzięki czemu każdy z nich zapewnia zróżnicowane i całkiem przemyślane zagadki. Nie są one zbyt trudne, ale podczas rozgrywki warto uzbroić się w notatnik i długopis (lub po prostu smartfon z aparatem), gdyż niektóre łamigłówki wymagają zapisania sobie kombinacji numerów do sejfu lub listy składników. Dawno już nie musiałem tego robić, a akurat lubię ten aspekt w grach, co przypomniało mi nieśmiertelne zapisywanie kodów do szafek w Doomie 3, w którego zagrywałem się w dzieciństwie.

Rzeczą, która wyróżnia całe {The Dream Machine} i sprawia, że warto po nie sięgnąć nawet dzisiaj, jest oprawa graficzna przywodząca na myśl Neverhooda (klasyczną przygodówkę z lat dziewięćdziesiątych), w którym cały świat (łącznie z postaciami) był zrobiony z plasteliny. W produkcji Cockroach Inc. jest podobnie, choć tutaj zastosowano glinę i karton - każdą postać i planszę sfotografowano, a następnie za pomocą techniki poklatkowej ożywiono w grze. Specyficzna grafika jeszcze bardziej potęguje uczucie niepokoju, co szczególnie czuć podczas rozmów. Puste, czarne oczy postaci spotykanych w grze naprawdę wywołały u mnie lekki dyskomfort, zaś scena w trzecim rozdziale, gdzie lądujemy pod pokładem statku pełnym zwłok Victorów (sny, nie pytajcie, a najlepiej przekonajcie się sami), była totalnym... odlotem.

Jeśli jeszcze nie graliście w {The Dream Machine}, to serdecznie polecam nadrobić tę przygodówkę. Nie jest idealna, głównym mankamentem są przydługie i miejscami nudne dialogi, ale i tak stanowi pozycję obowiązkową dla fanów klikania, lizania ścian i ciekawych, dość nieprzewidywalnych, a przede wszystkim - dobrze napisanych historii.

08 Gamereactor Polska
8 / 10
+
Unikalna oprawa graficzna stworzona metodą, która dziś nie jest już stosowana; ciekawa historia zabierająca nas w podróż po ludzkich fantazjach i pragnieniach.
-
Zbyt długie dialogi znacznie przedłużające rozgrywkę.